Blog
Nie taki diabeł straszny...
Ignatius
Ignatius Entuzjasta Hard'n'Heavy i nie
0 obserwujących 417 notek 145785 odsłon
Ignatius, 28 kwietnia 2017 r.

Metalmania 2017 - Relacja

578 4 0 A A A
Gasną światła i rośnie krzyk...
Gasną światła i rośnie krzyk...

Dorosłe dzieci

Żałuję, że nie zostałem na CETI, który był przedostatnim zespołem na małej scenie, załapałem się tylko na środek (początek ukradł mi Moonspell, końcówkę Samael). CETI zagrał świetnie, bardzo energetyczny i bardzo METALOWY, soczyście brzmiący koncert. Największą niespodzianką było zagranie dwóch utworów Turbo z albumu Dorosłe dzieci (1982) – w końcu udało mi się posłuchać na żywo tytułowej ballady, – co ciekawe to był pierwszy raz, gdy została ta piosenka zaśpiewana na Metalmanii! To by się zgadzało - w 1986 roku Turbo już było po stylistycznej wolcie i jechało z Kawalerią szatana (1986). Odkąd gra w składzie zespołu Kupczyka niejaki Tommy Rox – nadpobudliwy basista (bardzo rzadko występujący w świecie okaz), ten notorycznie kradnie zespołowi show. Jedynym zastrzeżeniem, jakie mam (przynajmniej do tego, co zdążyłem zobaczyć i posłuchać) to to, że Grzegorz nie demonstruje w pełni swej wokalnej potęgi, nie wiem czy to kwestia oszczędzania się, ale brakowało mi świdrującego falsetu – chyba wciąż najlepszego w naszym kraju.


Już, odbijam się,

W sercu twym, jak w lustrze mgły.

Już, wciskam się w tłum,

Milczę jak on, krzyczę jak on.

Już, odbijam się,

W sercu twym, jak w lustrze mgły.

Już, wciskam się w tłum,

Milczę jak on, krzyczę jak on.

Dobranoc…

Warto było poczekać i pomęczyć się, chodź opóźniający się występ Furii dłużył się wiecznie. Duża część umordowanej publiczności odpuściła sobie ten występ (mogą żałować), grupa wytrwałych szczęśliwców, mogli być świadkiem jednego z najlepszych występów tamtego wieczora. Zimny, nihilistyczny występ zbudował tak niesamowitą mesmeryczną atmosferę, która idealnie wtopiła się w porę nocy (Furia zaczęła około 1:30). Cały koncert to były czyste emocje przetłumaczone na język black metalu z pod znaku Furii. W zasadzie nie licząc małych wyjątków, można powiedzieć, że to był koncert głównie instrumentalny, hipnotyzujący, podatne, zmęczone kilkunastogodzinnym maratonem umysły słuchaczy.  Pamiętam, że podobne wrażenie wywarł na mnie koncert Morowe parę lat temu. Surowa, ale jakże piękna muzyka ciągła się powoli, momentami, chyba zespół Nihila ponosiło, bo odnosiłem wrażenie, że ślizga się po krawędzi przekombinowania. To był koncert jakby żywcem wyjęty z pogranicza jawy i snu. O ironio to był jeden z spokojniejszych koncertów, a przy tym jakże porywający – w porównaniu z Moonspell i Samaelem – zwłaszcza szwajcarzy powinni mieszać farbki Panom z Let the World Burn…


 *tekst utworu Metalmania krakowskiego zespołu VooDoo z 1987 roku - pamiętacie?

Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

Ostatnie notki

Najpopularniejsze notki

Ostatnie komentarze

  • Dziękuję, dla pocieszenia dodam, że nie wszystko stracone. Ponoć jest szansa, na...
  • O ile niestety jeszcze z diagnozą death metalu się zgodzę (są oczywiście wyjątki), to...
  • Najzabawniejsze, że jakby się zliczyło rzekomych uczestników tego koncertu, to wyszłoby, że...

Tagi

Tematy w dziale Kultura