Blog
Nie taki diabeł straszny...
Ignatius
Ignatius Entuzjasta Hard'n'Heavy i nie
0 obserwujących 417 notek 145785 odsłon
Ignatius, 6 kwietnia 2017 r.

Kryzysowa narzeczona?: Lady Pank - Relacja

383 5 0 A A A
35-Lecie!
35-Lecie!

Z okazji Dnia Kobiet prezydent Ostrowca Świętokrzyskiego zrobił prezent swoim mieszkankom organizując koncert zespołu Lady Pank w Hali Widowiskowo-Sportowej. Wstęp był wolny dla wszystkich chętnych, toteż frekwencja była satysfakcjonująca. Lady Pank celebruje swe 35-lecie i w ramach tej trasy zespół skupia się na bardzo przekrojowym secie. Repertuarze po brzegi wypełnionym największymi przebojami, z najlepszego okresu zespołu.

Jak na razie wszystko się maluje wręcz idealnie i nienaganne i w rzeczywistości było wręcz zbyt sterylnie i grzecznie. Profesjonalne, zbyt wygładzone brzmienie, brak najmilejszych ekscesów, jakiegokolwiek pazura ze strony frontmana grupy! Nawet w tych kawałkach, w których by się go najbardziej oczekiwało („Zostawcie Titanica”, „Tańcz głupia tańcz”, „Mniej niż zero”) – to właśnie w tym ostatnim, najbardziej wyczekiwanym utworze, bolał mnie fakt nijakiego wykonania. Gdybym nie miał porównania, to może bym przymknął na to swe krytyczne oko i ucho, ale swego czasu widziałem Perfect, T.Love. Koncertowo bronią się o niebo lepiej. To co mi najbardziej doskwierało to przygaszony wokal Janusza Panasewicza, czasem gubiła się gitara Jana Borysewicza (najdziwniejsze, że w tych dla niego kluczowych momentach)– można, by powiedzieć niuanse, gdyby nie to, że nagłośnienie było naprawdę bardzo dobre. Większym grzechem był deficyt rock'n'rolla w zachowaniu scenicznym. Sytuacje ratował jeszcze basista Krzysztof Kieliszkiewicz, który w porównaniu z resztą występujących tryskał energią i chyba najlepiej się bawił (łamiąc tym samym stereotyp wycofanego basisty). To co można pochwalić to na pewno scenografia, z profesjonalnymi wizualizacjami, które towarzyszyły każdemu z utworów (o ironio Lady Pank w tej materii przeskoczył np. Judas Priest (sic) - jak sobie przypomnę nieszczęsny koncert Judas Priest, który był masakrowany anachronicznymi animacjami, to chce mi się płakać). Jak wspomniałem set był tak przebojowy, że wokalista mógł liczyć na nieustające wsparcie publiczności. Kilka pokoleń śpiewało refreny piosenek: „Marchewkowe pole”, „Stacja Warszawa”, „Zawsze tam gdzie Ty”, „Na co komu dziś”. Każdy na pewno znalazł coś dla siebie, pewnie czegoś zabrakło, ale w końcu to nie koncert życzeń. Po za muzycznymi brakami, największą zbrodnią jest image Jana Borysewicza, który nie może chyba się pogodzić, że to nie są jego 35 urodziny tylko działalności w zespole, jak można tak chamsko sobie farbować włosy, które na kilometr rażą sztucznością. Na koniec wspomnę o gwoździu programu, który był zresztą na samym początku koncertu, w postaci niespodziewanych oświadczynach, które się wydarzyły w otwierającym koncert „Kryzysowa narzeczona” – oby tylko tytuł nie okazał się proroczy, czego narzeczonym oczywiście życzę. Oczywiście w takim dniu nie mogło zabraknąć kawałka Nie wierz nigdy kobiecie”, ciekawe czy nowo upieczony narzeczony wziął sobie te słowa do serca...

Na bis zagrano „Na na” i to był jedyny utwór zagrany z odpowiednią werwą. Gawiedź tak czy siak była zadowolona i niestety więcej w niej było szaleństwa, energii i spontaniczności. Szkoda bo jubileuszowa trasa na 35 lecie powinna działać motywująco - tym razem stereotypowe określenie „dinozaury rocka” jest bardzo adekwatne i to niestety w złym tego słowa znaczeniu. Mimo wszystko zespołowi życzę kolejnych jubileuszowych tras!

Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

Ostatnie notki

Najpopularniejsze notki

Ostatnie komentarze

  • Dziękuję, dla pocieszenia dodam, że nie wszystko stracone. Ponoć jest szansa, na...
  • O ile niestety jeszcze z diagnozą death metalu się zgodzę (są oczywiście wyjątki), to...
  • Najzabawniejsze, że jakby się zliczyło rzekomych uczestników tego koncertu, to wyszłoby, że...

Tagi

Tematy w dziale Kultura